Wspomnienie bywalca

Szostakowicz w Ogrodach Muzycznych

_MG_3928
Ciepły wieczór lipcowy. Marek idzie nie spiesząc, wraca z placu Zamkowego przez wygrzane całodziennym słońcem Krakowskie Przedmieście.  Był na koncercie festiwalu Ogrody Muzyczne, który już od prawie dwudziestu lat co roku realizuje swój program na dziedzińcu Zamku Królewskiego.  Orkiestra symfoniczna (Sinfonia Viva pod batutą Tomasza Radziwonowicza, na zdjęciu obok) grała symfonię Szostakowicza, którą kompozytor napisał pod wpływem szoku, po zobaczeniu Drezna w pierwszych latach po wojnie.

_MG_4440

Co robi wojna z dziełami sztuki sław  światowej architektury, rzeźby…  Marek zaczął sobie coś przypominać, gdy nagle usłyszał wołanie, obrócił się. To trójka znajomych, przyjaciół. Wracali też z zamku. Po chwili cała czwórka siedziała już w jednym z ogródków zainstalowanych na chodnikach przed czynnymi do późnej nocy kawiarniami.
I zaraz zaczęła się, jak zwykle przy podobnych okazjach, żywa, zainspirowana muzycznym dziełem rodaków rozmowa… Ot, choćby to, iż szkoda, że Dymitr Szostakowicz nie był zaraz po wojnie w Warszawie.  Jednak Warszawę zniszczył  nasz śmiertelny wróg, a dopiero potem Drezno zniszczyli nasi sojusznicy – alianccy lotnicy. Tu nie ma żadnej symetrii itd…

I Marek przypomniał, że jak w czasach NRD był w Dreźnie, to przewodniczka zaprowadziła ich na drugą stronę Elby, na jej wysoki brzeg,  z którego widać było panoramę zburzonego  niedawno miasta. I zaczęła swój wyuczony komentarz, jak to w lutym ostatniego roku wojny anglo-amerykańscy „luftpiraci und banditen” zniszczyli to bezbronne miasto. Jej słowa zabrzmiały Markowi jak ze znanych hitlerowskich kronik filmowych. Nie wytrzymał, przerwał mówiąc, że wśród tych pilotów byli i Polacy, toteż polskiej grupie trudno słuchać takiego komentarza. Tym bardziej, że kilka miesięcy przed Dreznem, Niemcy podobnie postąpili z Warszawą. Przewodniczka przerwała wystraszona, poza wskazywaniem drogi już się więcej nie odzywała. Pożegnała się z nami chłodno, myśląc zapewne o raporcie, który musi napisać po takim incydencie z polska grupą.

corka Karajana2

Któregoś roku w Ogrodach wykonana została Historia Żołnierza Igora Strawińskiego (na zdjęciu obok, OM 2011).  Strawiński to wybitny kompozytor rosyjski. Rodzina jego ojca, herbu Sulima, miała polskie korzenie. Strawiński po pierwszej wojnie starał się nawet o obywatelstwo polskie, ale natrafił na jakieś przeszkody naszych biurokratów i zrezygnował. Po tym wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził resztę życia, podczas którego podróżował po całym świecie.

W 1965 przyjechał do Warszawy. Wystąpił z zespołem stołecznej Filharmonii Narodowej.
Ten muzyczny geniusz to jeden z tych, którzy wywarli największy wpływ na muzykę XX wieku. Nie ukończył uczelni muzycznej, tylko prawo na Uniwersytecie w Petersburgu. Ale na jego talencie poznał się Rimski-Korsakow, który kierował jego pierwszymi próbami twórczymi.

Strawiński skomponował ponad sto dzieł. Najbardziej znane to balety Ognisty ptak, Pietruszka i opera Słowik. Podczas I. wojny światowej znalazł się w Szwajcarii, gdzie stworzył dzieło niezwykłe, łączące w sobie muzykę i teatr. Od czasu jego prawykonania w Lozannie, w roku 1918, Historia żołnierza cieszy się na całym świecie niesłabnącym powodzeniem.

Tak gawędzimy sobie przy stoliku w ogródku na Krakowskim Przedmieściu. A Marek się jeszcze chwali, że jego ziomkowie znajdują w tym utworze pewne akcenty z jego Małej Ojczyzny. O tym za chwilę. Bo jest to pełna ekspresji opowieść o wojaku, który w drodze do swych rodzinnych stron ulega namowom diabla, by zostać bogaczem i oddaje mu swe skrzypce za jakieś instrukcje maklerskie i papiery giełdowe.
corka Karajana1
Ten koncert w Ogrodach, bodaj w roku 2011, wykonali znakomici muzycy warszawscy. A narratorką była Isabel Karajan, córka wielkiego Herberta von Karajana (na zdjęciu obok).  Aktorka występująca wówczas na paryskich scenach. Dzięki znajomościom organizatorów Festiwalu, udało się Ją sprowadzić na ten koncert do Warszawy. Narrację do historii wojaka napisał C. F. Ramuz. Pani Isabel prowadziła ją w języku niemieckim, ale widzowie mogli czytać na ekranie piękny przekład polski. Dokonał go przed 1939 r. Julian Tuwim, utrzymując w klimacie ludowej baśni. A jak pani Isabel tę wędrówkę żołnierza przekazywała! Przeskakiwała na scenie z miejsca na miejsce, z krzesła na krzesło. Tworzyła co chwilę, jakby zupełnie inną postać. Raz żołnierza, to znów diabła, stara matkę… Robiła to tylko wyrazistą mimiką i drobnym rekwizytem w dłoni.

W odbiorze tego wspaniałego spektaklu pomagały widzom siedzącym w dalszych rzędach telewizyjne kamery, przenoszące obraz pełny i zbliżenia na olbrzymi ekran. Tak jest zresztą i dziś, bowiem ten Festiwal, korzystający z aktualnych osiągnięć technologii (dziś już cyfrowej) przyczynia się do pełniejszego rozumienia muzycznych dzieł, a tym samym zdobywa nowych miłośników tej dyscypliny sztuki.

W polskim przekładzie przekładzie tekst brzmi: „Od Łęczycy do Rypina szedł raz żołnierz biedaczyna. […] Od Łęczycy do Rypina nowa droga się zaczyna. […] Idzie żołnierz borem, lasem przyśpiewując sobie czasem”.  Rypin jeszcze powraca parę razy  się w Historii żołnierza.   Aż wreszcie wojak dociera do kresu wędrówki. I gdzieś już w naszych stronach, na ziemi dobrzyńskiej, dowiaduje się,  że kto uzdrowi  chorą córkę króla tej krainy – dostanie królewnę za żonę. I jak to w bajce, bodaj za namową diabła, żołnierz natychmiast się zgłasza. Wykonuje zadanie, zostaje mężem królewny, staje się bogatym. Ale czy szczęśliwym…?

Po tamtym koncercie Marek wpadł za kulisy pogratulować kierownictwu Festiwalu wspaniałego spektaklu. Dziękował, wzruszony przekładem Tuwima, ponieważ pochodzi z Rypina. A oni, zresztą znajomi i koledzy z pracy w dawnej TVP, skwitowali:  – No to miałeś i z tego powodu frajdę.

Dama Kameliowa, Bolszoj materiały dystrybutora
I tak jest do dziś. Kolejne wieczory w Ogrodach, w tym letnim salonie kultury, dają niezapomniane przeżycia artystyczne, estetyczne i różne sympatyczne niespodzianki. To prawdziwa uczta duchowa, gdy tak wieczór po wieczorze można oglądać rejestracje (często świeżych premier, nawet sprzed  kilku miesięcy) z nowojorskiej Metropolitan lub moskiewskiego Teatru  Bolszoj. W sobotę Córka pułku Donizettiego, w niedzielę Dama kameliowa Neumeiera do muzyki Fryderyka Chopina (na zdjęciu obok).  Gdzie miłośnik muzyki mógłby uczestniczyć w takiej poznawczej konfrontacji różnych obecnych stylów inscenizacji, reżyserii, wykorzystania nowoczesnych technik itp?
Tak więc czwórka przyjaciół skomentowała te wszystkie refleksje krótko:  Oby te coroczne Ogrody Muzyczne żyły długo i nawet dzień dłużej. Bo jak się widzi i słyszy,  zasługi tego festiwalu dla upowszechniania kultury (nie tylko muzycznej) trudno przecenić.
Cezariusz Papiernik

Fot. Sylwia Księżopolska (OM 2016), Andrzej Heldwein (OM 2011),  zdjęcie z Damy kameliowej –  materiał prasowy dystrybutora

Partnerzy i sponsorzy Festiwalu Ogrody Muzyczne

Festiwal Ogrody Muzyczne

realizacja: estinet.pl
do góry